Już 103 spacerowiczów zapoznałam z Nordic Walking.

5.12.2006
Spacerujemy w Aksonie
Uczestnikami spaceru w Stowarzy-szeniu Osób Niepełnosprawnych AKSON była moja mama, Pani Ola, Pan Kazimierz i ja. Pan Kazimierz najbardziej docenił w tej aktywności możliwość asekurowania się kijkami w razie zachwiań równowagi, ułatwienie pokonywania przeszkód np. wejścia na górkę, czy zejścia z niej. Pani Ola była zaskoczona jak bardzo opieranie się na kijkach odciążyło jej kręgosłup. Wieczorem najbardziej czuła mięśnie okołokręgo-słupowe. Mama natomiast doceniła radość jaką daje wędrowanie w grupie!

2.12.2006
Drugi spacer na wsi

27.11.2006
Pierwszy indywidualny spacer
Dziś dzień 3 ważnych rzeczy. Najciekawsze dla mnie było doświadczenie solowego przejścia kijkami po chodniku jednej z ulic osiedlowych... Jedyne co mi przychodzi do głowy to stwierdzenie: BĄDŹ SŁYSZALNY, niemniej nic nieprzyjemnego po drodze się nie wydarzyło. Drugą sprawą jest fakt odbycia pierwszego treningu indywidualnego z osobą nie związaną ze mną genetycznie ;-P Trzecią rzeczą stała się mgła, gęsta jak mleko, w której to przyszło mi przygotowywać Panią Olę do grupowych spacerów... na szczęście widziałyśmy się wzajemnie :-)

22.11.2006
Pierwszy trening indywidualny
Każdy z chorych uczestniczących we wczorajszych zajęciach miał inne problemy. Na dziś umówiłam się z Panem Kazimierzem na indywidualne spotkanie, aby uważniej przyjrzeć się z czym ma problemy.
    Pan Kazimierz urodził się w 1926 roku. Od dziecka lubił gimnastykę i do dziś jest ona stałym elementem jego życia. Codziennie rano jeździ na rowerze treningowym w domu z prędkością 20 km/h aż do zmęczenia nóg. Angażuje się we wszystkie przedsięwzięcia mające na celu rozwijanie czy tez podtrzymywanie sprawności fizycznej.
    Podczas dzisiejszych zajęć udało się ustawić sposób myślenia tak, aby wyeliminować nieprawidłowe przekładanie kijków i podnoszenie kolan. Problemem Pana Kazimierza jest równowaga. Rozgrzewkę wykonywaliśmy z pomocą krzesła i drabinek gimnastycznych. Pan Kazimierz pokonał ponad 30 długości siedziby.

21.11.2006
Pierwszy trening grupowy
Dzisiaj po zajęciach związanych z terapią psychologiczną w siedzibie Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Akson w Bydgoszczy, postanowiliśmy sprawdzić jak przyjmie się metoda chodzenia z kijkami wśród chorych na Parkinsona. Podstawowym celem, jaki sobie postawiłam jest zadbanie o odpowiednio długi krok w chodzie i koordynację ręce-nogi.
    Pani Ewa - w ogóle nie macha rękoma podczas chodu, udało się uaktywnić zakres kilku-kilkunastu stopni odchylenia ręki od pionu tułowia. Podczas chodu ruch rak w pewnym momencie zanika.
    Pani Ola - nie ma znaczących problemów.
    Pan Kazimierz - myślę, że wynika to z nawyków ćwiczeniowych, ale często maszerował podnosząc kolana, zamiast iść + szuka punktu podparcia przed ciałem. Gdy się zapomni podnosi kijki, nie ciągnie.
    W prowadzeniu zajęć zatrzymałam się na usprawnieniu zastałego machania rękami podczas chodzenia. Nie wprowadziłam ruchu tułowiem.
    Udało się przyzwyczaić chorych do obcowania z dodatkowym "ciałem obcym" podczas chodu, który nie jest siatką z zakupami lub czymś podobnym.
    Podstawowy problem u wszystkich: zachwiania równowagi.
    Średnia wieku uczestników (poza przewodnikiem) to: 72 lata.

18.11.2006
Pierwszy spacer w terenie
Dziś pojechałam z rodzicami na wieś, odetchnąć od miasta :-) Oczywiście zabrałam ze sobą kije dla siebie i dla mamy. W dogodnym momencie wybrałyśmy się na przemarsz wiejska drogą gruntową... Świeże powietrze, dobra rozgrzewka i kilka przystanków na rozluźnienie mięśni zrobiło swoje. Moja pierwsza trasa terenowa nie należała do mało urozmaiconych... tu wzniesienie, tam dołeczek, tu świadectwo po niedawnym deszczu, tam glina... W niczym to jednak nie przeszkadza, bo jedyne co trzeba zrobić to umyć buty i kijki oklejone piachem...
    Wyobraźcie sobie... wędrujecie niby to prostą drogą, wprawiając w bezpieczny ruch większość swoich mięśni, nie myślicie o problemach a w tle tego rozkosznego nastroju odgłosy polowania na dziki...

15.11.2006
Pierwszy komplet kijków, trening i uczeń
Niestety nie udało mi się wrócić ze szkolenia z kijkami. Doczekałam jednak cierpliwie do dziś i stało się - zostały przysłane. W wyścigu po odbiór paczki wyprzedziła mnie oczywiście mama i zanim dotarłam do miejsca odbioru miała je już rozpakowane :-)
    W takiej sytuacji nie było innego wyjścia, jak tylko przeprowadzić pierwszy trening. Wstępnie na sucho w siedzibie bydgoskiego stowarzyszenia parkinsonowskiego. Tym samym mama była moim pierwszym uczniem i już przy okazji tego doświadczenia zrodziło się kilka pomysłów na system pracy z chorymi na chorobę Parkinsona.

4.11.2006
Mój pierwszy raz z kijkami
4 listopada 2006 to z pewnością przełomowa data w moim życiu... Po pierwsze przełomowa dla całego roku 2006, bo miałam wówczas do czynienia z pierwszym śniegiem. Po drugie, bo dotknęłam wreszcie czegoś, co widziałam wcześniej na zdjęciach w Internecie. Po trzecie, bo poznałam coś, co idealnie nadaje się dla leniwego, ale lubiącego nowości zodiakalnego Bliźniaka...
    Ale chronologicznie... Kilka dni wcześniej zadzwonił do nas Pan Jerzy Łukasiewicz - wiceprzewodniczący Fundacji Żyć z chorobą Parkinsona i opowiedział mamie o zaletach kijków, i efektach, jakie mogliby uzyskać chorzy cierpiący na chorobę Parkinsona. Głównym jego celem było poinformowanie o możliwości uczestnictwa w szkoleniu na przewodnika Nordic Walking. Mama zgodziła się i zaproponowała moją kandydaturę, która to została przyjęta i tym sposobem 4 listopada znalazłam się w Warszawie.
    Tu profesjonalnie zajęli się mną i innymi uczestnikami działacze Fundacji AKTYWNI: Alina Matuszkowiak - kierownik szkolenia i trener prowadzący, Anna Majerkiewicz-Lenart - prezes Fundacji AKTYWNI oraz Tomasz Winiarek - instruktor Nordic Walking Polska. Za ten profesjonalizm i przekazanie ogromu wiedzy merytoryczno-marektingowej serdecznie dziękuję.
    Osobiście nie lubię czytać o czymś, nie mając potwierdzenia w praktyce... O Nordic Walking pisze się, że jest to sport na cały rok. Dla niewtajemniczonych może być to zwykły chwyt marketingowy. Otóż nie! To właśnie dziś przekonałam się co znaczy brodzić stopami i kijkami w śniegu! Pierwszy śnieg! Nie byłoby problemu, gdyby moje sportowe buty nie przemakały, a sportowe spodnie nie były za cienkie... Wniosek? Strój sportowy przystosowany do pogody i wszystko będzie dobrze!
    Co ja wiedziałam wcześniej o Nordic Walking? Nic! Żeby nie było obciachu postanowiłam sprawdzić jak to wygląda :-) Jedynym wspomnieniem tej metody był program telewizyjny Europa da się lubić, traktujący o spędzaniu wolnego czasu, podczas którego znany wielu Fin wspomniał o ich właściwie narodowym sporcie.
    Powiecie, że to nic nadzwyczajnego... pierwszy śnieg, jakieś kijki, do tego jeszcze nowość, którą znajomi mogą wyśmiewać (cyt. Gdzie masz narty?). Dla mnie to zmiana sposobu życia! Nigdy nie znosiłam przedmiotu, jakim jest wychowanie fizyczne. Zawsze słabsza od innych, łatwo się męcząca, a tu jakieś kozły, przewroty, stanie na rękach... Częste zwolnienia z części ćwiczeń od kardiologa i okulisty. Dziś większość dnia spędzam przy komputerze, bolą mnie plecy, często jestem spięta. Jeżdżenie na rowerze przestało mnie bawić, bo zimą jakoś tak niebezpiecznie, kolega woli jeździć wyczynowo, a ja rekreacyjnie. Do uprawiania gimnastyki w domowym zaciszu z wykorzystaniem np. rowerka treningowego nie ma mnie kto przymusić. Zresztą nie jest fajne spędzanie kilkudziesięciu minut na suchych ćwiczeniach... Po bieganiu bolą mnie rzepki w kolanach. To co uwielbiam z rekreacji i sportu to spacery, bo tu sama nadaję sobie rytm i dystans, bo mogę odetchnąć od murów mieszkania... Więc nie musze chyba mówić jaki przełom nastąpił, gdy poznałam Nordic Walking... Odciążenie kolan, motywacja do ćwiczeń, bo maszeruje się z grupą, odpoczynek dla umysłu, rozluźnienie mięśni, konieczność prostowania pleców... i przede wszystkim wariantowość - rekracja, fitness, sport :-)

Dobre rady

Skierowanie myślenia na inny tor. Ze względu na zaburzenia w układzie pozapiramidowym, chorzy rzadko mogą wykonywać kilka czynności w tym samym czasie w ten sposób zanika np. machanie rękoma podczas chodu. Chorzy są przyzwyczajeni do skupiania uwagi, szczególnie w metodzie Dennisona, na naprzemiennym wykonywaniu czynności (jak lewa noga to prawa ręka i odwrotnie). Podczas treningu zauważyłam, że jeśli poprosiłam, aby uczestnicy skupili się np. na znalezieniu punktu, w którym kijek sam się zatrzyma jak machają rękoma (nazywam to szukaniem punktu podparcia), to wtedy naprzemienna koordynacja ruchów rąk i nóg jest bardzo dobra. Uzyskanie naprzemiennego ruchu uzyskuje się najlepiej przy wyłączonej świadomości na tą czynność!

Warto ćwiczyć z chorymi indywidualnie w zależności od potrzeb, żeby wyrównać poziom grupy. Szczególnie ważne jest to dla psychiki chorych z Parkinsonem. Chodzi o to, aby słabsi nie popadli w kompleksy, że coś im nie wychodzi.